Kto nie lubi reklam wideo, łapka w górę!

Reklama nie jest po to, by swego ukochanego odbiorcę wprowadzać w stan permanentnej agonii, z której wyrwać może dopiero wizyta u psychologa. Ignorancja serwowana nam agencje, które takie akcje promocyjne organizują, sięga zenitu i niech was nie dziwią telewizory spadające z drugiego piętra. Zawody na najgłupsze wideo Internetu, ale i telewizora, trwają, a reklamy zajmują w nich zaszczytne pozycje.


	143114447_50b007fff9

Pierwsze, co rzuca się w uszy, to przyprawiający o dreszcze poziom głośności. U mnie w domu, o tym że wszyscy śpią, informuje mnie telewizja TVN, która daje o sobie znać około godziny 23-ej, zazwyczaj kretyńską piosenką lub powtarzaną pięć razy nazwą leku na wzdęcia. Pozostaje mi wtedy tylko wstać i wyłączyć wściekłe pudełko, niestety czasem obrywa się też domownikom, którzy zapomnieli ów telewizor wyłączyć.

Niestety, samo zwrócenie uwagi nie wystarczy, trzeba jeszcze wepchnąć widza w fotel idiotyczną historią lub przekazem. Pomijam już spoty, które wkrótce po premierze stały się w Internecie viralami, takie jak „Ciastko, Karmel, Czekolada”. Mam na myśli dzieła mniej twórcze, a jeszcze bardziej bezwzględne wobec ludzkiej inteligencji.

Przede wszystkim irytuje kompletny brak reżysera. Co prawda w reklamie nie chodzi o to, by scenariusz był dobrze zagrany, ale sztuczność i rażąca głupota przedstawianych scenek rodzajowych wręcz uderza. Czy rzeczywiście wystarczy wepchnąć w usta uśmiechniętej dziewczyny tabletki na odchudzanie, żeby po siedmiu dniach zauważyć różnicę?

I wcale nie chodzi o to, że ludzie się na to nabierają. Nie działa tu również zasada reklamy alternatywnej, bo one wszystkie są tak samo kretyńskie. A może próżno szukać tutaj jakiegokolwiek sensu, tylko czym prędzej wchodzić na rynek, dopóki jest pełny chałtury i taniej tandety?

A przecież reklama wideo to w swojej istocie forma sztuki. Żeby się o tym przekonać, wystarczy wybrać się do kina i, zaraz przed spektaklem, poświęcić nieco uwagi reżyserom kompletnie komercyjnym, którzy zechcą sprzedać nam telefon albo czekoladki, zrobią to jednak z klasą, przekazując nam informację o istnieniu produktu i nie zabijając naszego dobrego humoru.

Nawet na naszym podwórku można znaleźć perełki, które nawet po roku potrafię sobie przypomnieć i wstukać w wyszukiwarkę na Youtube. Właśnie tutaj, na koniec tego dość krytycznego wywodu, reklamowe dzieło sztuki, które zostało mi w głowie, zdaje się, pół roku temu.