Ile musiałbyś zarabiać, aby być szczęśliwym?

Jak myślisz, czy można zarabiać tak dużo, aby zupełnie zapomnieć o pieniądzach? A może bogatymi stają się właśnie te osoby, które liczą każdą pojedynczą złotówkę?

4189301060_b97514bca5

Przysłowie, które mówi że „pieniądze szczęścia nie dają” niewiele ma wspólnego z rzeczywistością i większość z nas to doskonale rozumie, ale nie brakuje też osób które podpisałyby się pod nim obiema rękami. Trudno jednoznacznie ocenić kto ma rację, wiadomo jednak że wśród nas najwięcej jest takich, których pierwszym marzeniem jest nowy samochód lub mieszkanie.

I nie ważne jakbyśmy się przed tym nie bronili, nasze umysły zawsze kojarzyły dostatek ze szczęściem w całokształcie, więc nawet na gruncie podświadomości jesteśmy przekonani, że kupując sobie coś nowego, z pewnością będzie nam się żyło lepiej.

Jednak, gdyby związek pomiędzy pieniędzmi a szczęściem był bezwzględny, nie znalibyśmy historii o ludziach, którzy wygrali na loterii tylko po to, by w krótkim czasie popaść w depresję, zatracić pewność siebie i własne marzenia.

Faktem jest, że osoby, które żyją w naszym mniemaniu dostatnio, czyli innymi słowy – są od nas bogatsze, często uznawane są przez nas za oszustów. Wynika to z prostej zależności, która wiąże te informacje wewnątrz naszego umysłu. Otóż, każdy z nas jest przez niemal całe życie pewny, iż zawsze dokonywał najlepszych możliwych decyzji, a kiedy okazuje się, że istnieje ktoś, kto zarabia więcej od nas, co nasza podświadomość sugeruje nam, że skoro nasze decyzje były idealne, to jego nie mogły być lepsze, musiał więc zastosować parę podstępów lub oszustw. Chciwiec jeden!

Co ciekawe, w miarę jak sami stajemy się coraz bardziej zamożni, umowna granica, poniżej której ludzie są uczciwi, potrafi się elastycznie przesuwać. Całe szczęście, że nie wszyscy odczuwamy taką awersję do osób, którym się w życiu powiodło.

Brak wczesnej edukacji finansowej skutkuje jeszcze jednym poważnym problemem światopoglądowym. Otóż, większość z nas nie potrafi na stałe powiązać pieniędzy i czasu, jako aktywów. Niby wiemy, że czas to pieniądz, a pieniądze możemy zarobić, oferując komuś swój czas, często jednak nie dostrzegamy gołym okiem tak zwanego „kosztu alternatywnego naszych działań”.

Zdarza się, że jesteśmy na tyle leniwi, iż z uporem staramy się sprowadzić wartość czasu niemal do zera. Na przykład, staramy się za wszelką cenę oszczędzić pieniądze, chociaż doskonale zdajemy sobie sprawę, że mamy zbyt dużo czasu, który moglibyśmy wykorzystać na zarobienie dodatkowej kwoty.

Poza tym, zarówno w kwestii pieniędzy, jak i każdego dobra, którym możemy dysponować, spotykamy się z żelazną zasadą, która mówi że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Wynika z niej, że bez względu na to ile zarabiamy, zawsze będziemy chcieli więcej. Aczkolwiek, może istnieje taka granica, za którą ludzie już nie przejmują się pieniędzmi? Jak myślisz, czy tą granicą jest konkretna kwota, czy może konkretny charakter lub osobowość? A może jedno i drugie po trochu? Na pewno taka granica istnieje na samym dole, ale czy znajdziemy ją również i na górze?