Wakacje śmiało zbliżają się ku końcowi. Osobiście mogę uznać je za udane. Nie wyjątkowe, ale udane. Wracając do tematu – mama przekonywała mnie odkąd się urodziłem, że trzeba cieszyć się małymi rzeczami. Nauczyłem się tego dopiero w te wakacje dzięki pewnemu filmowi, pewnej książce i pewnej piosence.
Ten film, to Zombieland
Co prawda oglądam go już od dłuższego czasu. (Tak, robię to w miarę regularnie
) Jednak dopiero gdzieś na początku wakacji wyłowiłem z filmu ten głęboki sens, który został podany widzowi na tacy w bardzo ciekawy sposób. Film mogę szczerze polecić, jednak nie będę go tutaj recenzował. Więcej informacji znajdziesz na filmwebie, ale jeśli jesteś pasjonatem kina, to pewnie Zombieland masz już dawno za sobą. Wszyscy, którzy nie oglądali, czas zarezerwować trochę wolnego czasu na kawałek solidnej rozrywki.
Ta książka, to Kwiat Pustyni
Jest to autobiografia Somalijskiej modelki, opisująca ze szczegółami jej, z naszego punktu widzenia, wyjątkowo trudne życie. Na książkę trafiłem totalnym przypadkiem – niedawno do kina wszedł film, ekranizacja, znalazłem książkę, ale wtedy nie wiedziałem jeszcze, że będę miał nieprzespaną noc. Waris Dirie, owa modelka, przeżyła więcej, niż wielu Europejczyków w czasie wojny (dowolnej). Jej historia nie przekonała mnie oczywiście, żeby przeznaczyć jakiekolwiek większe pieniądze na pomoc Afrykanom, jednak nauczyłem się właśnie cieszyć się drobiazgami i jeszcze bardziej doceniać, jak piękne jest życie. Nie ma sensu opisywać Ci tego, co znajduje się w książce, dodam tylko, że wg szacunków ONZ codziennie 6 000 dziewczynek zostaje obrzezanych, przy czym jest to zabieg makabryczny niemal jak średniowieczne tortury i równie tragiczny w skutkach.
Ta piosenka, to Beautiful Life
Prawdę mówiąc, nie mam prawa pamiętać grupy Ace of Base. W tamtych czasach jeszcze nie wiedziałem, co to muzyka, jednak ta piosenka wydaje mi się znajoma, a przede wszystkim niezwykle motywująca. Włącz, posłuchaj i ciesz się życiem, niezależnie od tego, czy są wakacje, czy nie ![]()
